rozmowy zwyczajne

"Humorolina"

Pierwszy dzień lutego 2014 roku był dniem odwilży. Tęgie mrozy, które dały się nieźle wszystkim we znaki nagle puściły i zrobiło się całkiem ciepło - oczywiście jak na tę porę roku. Wydawało się, że to już wiosna. Nawet ptaki ćwierkały radośnie. Człowiek mimowolnie oglądał się po bezlistnych koronach drzew i wzrokiem szukał małych wirtuozów. W powietrzu czuć było wilgoć, a z rynien lała się woda. Śnieg topniał pod wpływem nagłego ocieplenia. Ciepły niż z południa niósł z sobą masy chmur, które zasłaniały niebo nad całym Wieleniem.

Po śniadaniu, które zjadłem w towarzystwie Księdza Kapelana wyszedłem z jadalni i głęboko wciągnąłem powietrze do płuc, ciesząc się odwilżą i mniemając, że wkrótce nadejdzie upragniona wiosna. Nie będzie mrozu i śniegu! Wreszcie! Zszedłem po schodach i udałem się do budynku, w którym podczas pobytu w Wieleniu mieszkałem. Po drodze spotkałem Siostrę Jakubinę, która również skończyła śniadanie i właśnie opuściła refektarz. Zatrzymałem się.

- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! -powiedziałem gromkim głosem.

- Na wieki wieków! - odpowiedziała dziarsko zakonnica.

Siostra Jakubina jest w podeszłym wieku, ale trzyma się dobrze, a nawet bardzo dobrze. „Ile ta kobieta może mieć lat” - zastanawiałem się, gdy parę dni wcześniej rozmawiałem z nią po raz pierwszy. Nie śmiałem zapytać jej o to, gdyż jak wiadomo, byłby to nietakt. Kobiety przecież mają tyle lat, na ile wyglądają. Patrząc na jej twarz byłem w zupełnej rozterce.

Na szczęście z tego małego kłopotu wybawiła mnie wtedy sama Siostra Jakubina:

- Proszę ojca, mam już ponad osiemdziesiąt lat!

Kiedy więc dziś ją spotykam, witamy się serdecznie. Zakonnica trzyma w ręce stary zeszyt. Wręcza mi go mówiąc:

- Już Ojcu mówiłam, że jestem stara. Mam ponad osiemdziesiąt lat. Wszystko zapomniałam. Nie wiem co tu Ojcu opowiedzieć?

- Nic nie szkodzi Siostro - odpowiadam - opowiadania nie zając, nie uciekną! Jak sobie Siostra coś ciekawego przypomni, to mi opowie, a jak nie, to świat się przecież nie zawali!

- No właśnie, ale jakby Ojciec chciał przeglądnąć ten zeszyt, to może coś tam ciekawego znajdzie!

- A co to za zeszyt? – pytam.

- Są w nim wszystkie sztuki, jakie wystawialiśmy z Mieszkańcami na naszej scenie.

- O, to ciekawe! - odpowiadam z zapałem, pobieżnie przeglądając kajet, cały zapisany drobnym maczkiem. Dużo tego - dodaję nie odrywając wzroku od zeszytu.

- Dobrze Siostro, przejrzę to jak najszybciej, a potem oddam Siostrze ten zeszyt.

Może go Ojciec zatrzymać!

Tak? - zdumiewam się. Myślałem, że ten podniszczony zeszyt ma dla Siostry Jakubiny wartość co najmniej emocjonalną. Ale widocznie się pomyliłem w moich przypuszczeniach. Skoro chce mi go tak po prostu dać na zawsze? A może jednak Siostra go potrzebuje? - pytam.

- Nie. Może go Ojciec zatrzymać jak chce! - powtarza Siostra, a jakby Ojcu się nie przydał, to niech go zniszczy.

- O… na pewno mi się przyda! - mówię z przekonaniem. Przecież coś ciekawego z pewnością w nim znajdę - choćby kilka zdań.

Każdy z nas idzie w swoją stronę. Idę w lewo, wybetonowanym chodnikiem, w zagłębieniach którego błyszczą lusterka wody. Rozglądam się po drzewach. Stado gawronów kracze nieprzyjemnie. Ich głosy kojarzą mi się machinalnie z zimową porą albo z szarą, ponurą jesienią - zwłaszcza na cmentarzu. A sio, paskudy! - myślę - a sio, zmykajcie, już dosyć zimy, a wy tym krakaniem tylko ją zatrzymujecie! A sio! Gawrony łypią na mnie swoimi ślepiami pokrakując raz po raz.

W pokoju, w którym mieszkam jest przyjemnie i ciepło. Okno wychodzi na sad. O tej porze roku drzewa i krzewy są pozbawione odzienia. Jedynie sosny rosnące na granicy sadu tworzą ciemnozieloną zasłonę od wschodnich, kąśliwych wiatrów i od widoku cmentarza, na którym spoczywają Siostry, które niegdyś żyły i pracowały w Wieleniu. Ale to już zupełnie inna historia.

Pod gruszami, jabłoniami, czereśniami i wiśniami leży jeszcze śnieg, ale powoli zaczyna on topnieć. Przez dłuższą chwilę rozkoszuję się widokiem za oknem, po czym wstawiam wodę na herbatę. Otwieram szafkę i wyciągam z niej przezroczysty pojemnik z różnymi gatunkami herbat w saszetkach.

Po chwili w pokoju unosi się orzeźwiający, mocny herbaciany zapach. Namiastka dalekiego Cejlonu. Siadam w fotelu i biorę do ręki zeszyt, który otrzymałem od Siostry Jakubiny. Popijam herbatę i zaczynam czytać. Rzeczywiście - są to teksty przedstawień, z podziałem na role. Jest ich sporo. Uważnie wczytuję się w „Monolog Kokosińkiej”. Niezła komedia: wciągający, zabawny i błyskotliwy tekst. Przewracam kolejne kartki - pożółkle i zupełnie zapisane. Wtem moją uwagę przykuwa tytuł napisany dużymi literami: „HUMOROLINA”. A to co? - zaintrygowany odkryciem czytam tekst znajdujący się poniżej:

„Zastosowanie:
Na bóle duszy i smutne miny
Zażyj pastylki Humoroliny
Zażywaj pilnie jedną do dwóch
A dobry humor powróci ci znów!”

Toż to wszystko wygląda jak recepta - nazwa leku, sposób dawkowania. No wspaniale. Jest tylko jeden szkopuł: nie podano składu medykamentu. Więc cóż to właściwie jest ta „Humorolina”? Odwracam kartkę - może tam znajdę rozwiązanie zagadki. Niestety. Przeglądam jeszcze raz cały zeszyt od początku do końca i od końca do początku. Odpowiedzi na pytanie, czym jest zagadkowa „Humorolina” nie znalazłem! Dobrze by mieć zawsze dobry humor! - myślę sobie - życie byłoby wtedy naprawdę piękne. Ale czy to w ogóle jest możliwe? Chyba nie? A może jednak? Nie! Z pewnością nie!

Zaczynają mnie irytować te pseudo dywagacje. „ Nie można mieć ustawicznie dobrego humoru!” To pewne. Wstaję z fotela i podchodzę do okna. Otwieram je i zaciągam się wilgotnym powietrzem. Patrzę na sad, na niebo zasnute sinymi chmurami. Zwiewność chwili materializuje się w odgłosie wody kapiącej z rynny. Odwilż. A może spytam Siostrę Jakubinę, co to właściwie jest ta „Humorolina”? Ogarniam długim spojrzeniem świat za oknem. W oddali, z lewej strony, za wysmukłymi topolami czernieje ściana Puszczy Nadnoteckiej. Wytężam wzrok. Nic z tego - za daleko.

A co na temat dobrego humoru mówi Pismo Święte? W trzydziestym rozdziale Mądrości Syracha możemy pokrzepić się takim oto słowem:

„Nie wydawaj duszy swej smutkowi
ani nie dręcz się myślami.
Radość serca jest życiem człowieka,
a wesołość męża przedłuża dni jego.
Wytłumacz sobie samemu, pociesz swoje serce,
i oddal długotrwały smutek od siebie;
bo smutek zgubił wielu
i nie ma z niego żadnego pożytku.
Zazdrość i gniew skracają dni,
a zmartwienie sprowadza przedwczesną starość.
Gdy serce pogodne – dobry apetyt,
zatroszczy się ono o pokarmy.”

(Syr 30, 21-25)

  • Odwiedź nas lub napisz do nas:

W Wieleniu nad Notecią został założony Dom Opieki dla starców pod nazwą Zakładu św. Józefa. Dom ten, prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, rozpoczął swoją działalność w 1933 roku. Od kwietnia 1933 roku siostry Rodziny Maryi rozpoczęły pracę na tym terenie.

Nasza Galeria

/ /