rozmowy zwyczajne

"Nauczycielka"

Czarny habit, nawet jeśli uszyty z lekkiego i zwiewnego materiału, zawsze sprawia wrażenie ciężkiej zbroi, pod którą człowiek poci się niemiłosiernie. Takież też wrażenie odniosłem patrząc na idącą chodnikiem Siostrę Katarzynę. Na jej twarzy malowało się zafrasowanie lub zmęczenie, a może jedno i drugie. Niosła stertę jakiś papierzysk. „Pewnie to wypracowania licealistów - jej uczniów” - pomyślałem natychmiast.

- Szczęść Boże, Szczęść Boże siostro! - pociny gimnazialistówzenie, a może jedno i drugie. Siostro! - rzekłem na powitanie.

- Szczęść Boże! - odpowiedziała siląc się na blady uśmiech. Nie zatrzymała się.

- To już koniec roku szkolnego. Wakacje?

- Jeszcze nie. Dopiero za kilka dni! - odpowiedziała uśmiechając się.

- Widzę, że Siostra zmęczona? - zapytałem próbując podtrzymać konwersację.

- Nie bardzo! - odparła i dość ciężko (zapewne z powodu niesionego w rękach celulozowego ciężaru) oddaliła się. Odprowadziłem ją wzrokiem. Pewnie nie chciała mi się zwierzać. Ale praca w szkole - zwłaszcza w dzisiejszych czasach - nie jest łatwa Nauczyciel nie ma dziś autorytetu. Młodzież jest rozbrykana - najłagodniej mówiąc. Chcą tylko mieć prawa, a obowiązków żadnych. Zupełne pomieszanie z poplątaniem. Podziwiam wszystkich nauczycieli, ale zwłaszcza katechetów i katechetki. Zyskać zaufanie rozrabiających, ale też bardzo znudzonych nastolatków nie jest rzeczą łatwą, zwłaszcza jeśli nie idzie się na skróty i nie stosuje półśrodków. Jak zainteresować Bogiem i chrześcijaństwem to szkolne towarzystwo? Oto jest pytanie i wyzwanie jednocześnie.

Idąc na nabożeństwo zastanawiałem się nad tym i podziwiałem Siostrę Katarzynę - nauczycielkę w habicie zakonnym.

Jednak myliłby się ten, kto by myślał, że Siostra Katarzyna jest katechetką i uczy religii. Nic z tych rzeczy. Zakonnica ukończyła polonistykę na Uniwersytecie Gdańskim. Obecnie uczy języka polskiego w wieleńskim liceum. Jest zatem swoistym ewenementem wśród grona nauczycielskiego tamtejszej szkoły. Jedyny „belfer” w habicie.

Siostra Katarzyna lubi swoją pracę. „Od zawsze pragnęłam zostać nauczycielką” - wyznała. Gdy jednak postanowiła wstąpić do zakonu wiedziała, że musi wszystko to, co dotychczasowe zostawić. Zwłaszcza swoje marzenia.

„Panie Jezu oddaję się Tobie i żegnam z zawodem nauczyciela!”

Bóg pragnie, aby człowiek zaufał mu bez reszty, powierzył mu całe swoje „ja”. To jednak nie taka prosta sprawa. Każdy z nas w głębi duszy pragnie niezależności. Denerwujemy się, gdy naruszona zostaje nasza suwerenność. No właśnie. Może dlatego nie podoba się niektórymiara. wystarczy. To jedynie pozory a nie parwdziwa pragnący być w centrum ludzkiego życia. Bóg pragnący być w centrum ludzkiego życia. Bo łatwiej „odklepać paciorek” i to nie codziennie, zapalić świeczkę w kościele. I tyle. Przecież to i tak wiele - czy to nie wystarczy? Ano, nie wystarczy. To jedynie pozory, a nie prawdziwa wiara. A jeżeli stwierdzamy z niechęcią, a nawet z oburzeniem, że Bóg pragnie podciąć nam skrzydła, to zachowujemy się jak dzieci w piaskownicy, gdy ktoś zabiera im zabawki.

Siostra Katarzyna oddała wszystko Bogu. Wiedziała, że On najlepiej pokieruje jej życiem. I już wkrótce przekonała się, jak jest w rzeczywistości. Jeśli nawet Bóg zabiera nam coś z naszego życia, to nie pozostawia nas nigdy samych. Wynagradza nam naszą ofiarę, a często nawet, jeśli coś na początku zabiera, to potem oddaje. Taka jest Jego pedagogia. Chce sprawdzić, czy mamy wiarę Abrahama, czy tak jak Abraham jesteśmy w stanie oddać to, co dla nas ma największą wartość. Jahwe chciał, aby Abraham złożył ofiarę ze swojego syna Izaaka, ale gdy zobaczył, że Abraham nie zawahał się tego uczynić, zwrócił mu go.

Siostra Katarzyna była święcie przekonana, że wstępując do klasztoru będzie musiała pożegnać się z zawodem nauczycielki. Bóg jednak widząc jej ofiarę, zwrócił jej marzenia, za co jest Mu niezmiernie wdzięczna. Wdzięczna Bogu i przełożonym.

Licealiści przyzwyczaili się do swojej polonistki w habicie, choć ten ostatni zawsze z jednej strony przyciąga uwagę, z drugiej zaś budzi jakieś irracjonalne opory. Traktują ją jednak, jak innych nauczycieli w szkole. Kiedyś podczas lekcji, kiedy jedni słuchali, a drudzy - jak to się zwyczajowo mówi - myśleli o niebieskich migdałach, jedna z dziewczyn podniosła rękę. Siostra Katarzyna spojrzała w jej stronę.

- Czy ja mogę mieć pytanie? - rzekła.

- Możesz! - odpowiedziała zakonnica.

- Ale to nie jest związane z lekcją!

- Nic nie szkodzi, pytaj!

Dziewczyna zawahała się na chwilę, po czym rzekła z niepewnością w głosie:

- Czy mogłaby Siostra podejść bliżej?

- A dlaczego? Oczy zakonnicy zza metalowych oprawek okularów wyrażały tak zdumienie, jak i zaskoczenie.

- Bo chciałabym zobaczyć ten medalik - odparła dziewczyna wskazując nań palcem.

Siostra Katarzyna miała przy prawym boku długi czarny różaniec przytwierdzony do sznura, którym była opasana. Podeszła do ławki, a wtedy dziewczyna zaczęła z wszystkich stron oglądać medalik będący częścią składową różańca. Na medaliku była przedstawiona postać Maryi z dzieciątkiem Jezus.

- Myślałam, że jest srebrny - stwierdziła z wyraźnym zawodem uczennica, wypuszczając z rąk błyszczący medalik.

Siostra Katarzyna uśmiechnęła się tylko na te słowa. Nic nie odpowiedziała i wróciła do lekcji.

Cóż z tego, że medalik jest z miedzi, a nie ze srebra czy złota. Czy gdyby cały różaniec był z drogocennego kruszcu, to modlitwa na nim była by ważniejsza? Czy miałaby większą moc?

„Jestem dzieckiem Maryi” - pomyślała radośnie Siostra Katarzyna i pragnę tak jak Ona być pokorną i ubogą! Bóg jest moim największym skarbem!”

  • Odwiedź nas lub napisz do nas:

W Wieleniu nad Notecią został założony Dom Opieki dla starców pod nazwą Zakładu św. Józefa. Dom ten, prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, rozpoczął swoją działalność w 1933 roku. Od kwietnia 1933 roku siostry Rodziny Maryi rozpoczęły pracę na tym terenie.

Nasza Galeria

/ /